poniedziałek, 24 marca 2008

Pokaż żeś lepszy

Jaki zwyczaj kryje się za tajemniczym słowem "potlacz"?

Najbardziej niezwykła jest praktyka "potlaczu". Słowo to pochodzi z języka chinook i potlacz najczęściej kojarzony jest z indiańskimi plemionami Ameryki Północnej, ale podobne obyczaje spotyka się także na Nowej Gwinei i w innych miejscach globu. Potlacz jest świętem, podczas którego przeciwstawne grupy usiłują zaimponować rywalom przez rozdzielenie lub niszczenie jak najbogatszych darów. Nie tylko więc rozdają hojnie łodzie i futra, paciorki i miedziane talerze, koce i żywność, ale mogą też spalić najcenniejsze z posiadanych dóbr, wymordować niewolników i wylewać cenny olej do ognia.

Cytat pochodzi z:
S. Blackmore: Maszyna memowa. Poznań 2002, s. 244.


Potlacz, Alaska 1895.

piątek, 21 marca 2008

Eskimosi o śniegu

To ile rodzajów śniegu rozróżniają Eskimosi?

Czy słyszeliście, że Eskimosi mają pięćdziesiąt słów na określenie śniegu? Być może czytaliście nawet, że jest ich ponad sto albo dwieście, albo czterysta. Wszystko to bujda. "Wielki słownik eskimoski" jest mitem, wyjątkowo płodnym memem, drukowanym, cytowanym, transmitowanym przez radio i rozprzestrzenianym na wszelkie inne sposoby - niemniej fałszywym. W rzeczywistości słynny antropolog Franz Boas zanotował w roku 1911, że Eskimosi używają czterech odrębnych nazw dla śniegu. Z jakiegoś powodu informacja ta przemówiła do maskowej wyobraźni i zaczęła się rozrastać, aż z owych czterech słów zrobiły się setki. Współczesne oszacowania wskazują, że Eskimosi mają najwyżej dwanaście określeń na śnieg, czyli niewiele więcej, niż jest ich w angielskim, co wcale nie dziwi, biorąc pod uwagę, że spędzają oni wśród śniegów całe życie.

Cytat pochodzi z:
S. Blackmore: Maszyna memowa. Poznań 2002, s. 178-179.


Zdjęcia płatków śniegu pod mikroskopem.

piątek, 14 marca 2008

Nie tylko boa potrafi udusić

Zabójcze drzewa z dżungli.

Historia figowców "dusicieli" warta jest opowiedzenia. Dno lasu równikowego to ciemne miejsce, cierpiące na brak światła słonecznego. Celem każdego rosnącego tu drzewa jest dostać się do otwartego nieba i słońca. Pnie drzew są dla liści jak windy, jak urządzenia umożliwiające wyniesienie baterii słonecznych - zielonych liści - z cienia innych drzew-rywali. Większość drzew skazana jest na śmierć już jako siewki. Tylko gdy dojrzałe drzewo w sąsiedztwie zwali się, pokonane przez porywy wiatru i czas, siewka zyskuje swoją szansę. W każdym miejscu lasu takie szczęśliwe zdarzenie może nastąpić zaledwie raz na sto lat. Wybucha wtedy prawdziwa pogoń za słońcem. Wszystkie rosnące tam siewki najróżniejszych gatunków roślin rozpoczynają szaleńczy wyścig, którego zwycięzca wypełni drogocenną lukę w sklepieniu lasu.
Figowce "dusiciele" odkryły niemal okrutną drogę na skróty ogrodu (ryc. 10.3). Zamiast czekać, aż któreś z drzew umrze, same doprowadzają do takiego wydarzenia. Figowiec "dusiciel" rozpoczyna żywot jako alpinista. Owija się wokół drzewa innego gatunku i rośnie jak powój czy pnąca róża. W przeciwieństwie do powoju jednak wąsy czepne takiego figowca stają się z czasem coraz grubsze i silniejsze. Bezlitośnie wzmacniają swój uścisk wokół nieszczęsnego drzewa żywiciela, uniemożliwiając mu rośnięcie i powodując w końcu rodzaj botanicznego zaduszenia na śmierć. W tym czasie figowiec osiąga już odpowiednią wysokość, by bez trudu wygrać wyścig o plamę słońca zwolnioną przez unicestwione drzewo.

Cytat pochodzi z:
R. Dawkins: Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa. Warszawa 1998, s. 350-351.


Zdjęcie figowca dusiciela.

wtorek, 11 marca 2008

Tor z przeszkodami

Specjalizacje niektórych kwiatów orchidei w celu ich lepszego zapylania.

Równie pomysłowy jest kwiat storczyka z rodzaju Coryanthes, który działa podobnie do dzbanecznika, ale z jedną istotną różnicą. Ma duży zbiornik płynu o intensywnym zapachu przypominającym feromony wydzielane przez samicę pewnego gatunku pszczół. Samiec tego gatunku, reagujący na ów zapach, wpada do zbiornika i niemal się topi. Jedyna droga ucieczki wiedzie przez wąski tunel. Walczący o życie owad odkrywa go w końcu i wpełza do niego w nadziei na ratunek. Na samym końcu zatrzaśnięty na dobre kilka minut, dopóki nie wywinie się na wolność. Podczas owych końcowych zmagań dwa duże okrągłe worki pyłkowe trafiają na jego odwłok. Następnie samiec odfruwa i- być może trochę bardziej smutny, ale niewiele mądrzejszy - wpada w kolejny kwiat tego storczyka. Tam znowu niemal się topi, ponownie boleśnie przeciska się przez tunel wiodący na wolność i jeszcze raz zostaje na chwilę zatrzymany przed ostatecznym uwolnieniem. Wtedy drugi z odwiedzonych kwiatów uwalnia go od worków pyłkowych i zapylenie zostaje zakończone.

Cytat pochodzi z:
R. Dawkins: Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa. Warszawa 1998, s. 302-303.


Kwiat orchidei z rodzaju Coryanthes.

środa, 5 marca 2008

Pływają i latają

Jak daleko potrafią przelecieć ryby i kałamarnice latające?

Ryby takie płyną z dużą prędkością pod wodą, po czym wyskakują w górę, zdumiewając tym prawdopodobnie goniące je drapieżniki, dla których niemal dosłownie znikają bez śladu, jakby rozpłynęły się w powietrzu. A spadają z powrotem do wody dopiero około 100 metrów dalej. Czasami, kiedy dotkną powierzchni wody, uderzają o nią kilkakrotnie mocno ogonem i odzyskawszy prędkość, znowu wzbijają się w górę.

Cytat pochodzi z:
R. Dawkins: Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa. Warszawa 1998, s. 145.
Kałamarnice z rodzaju Onychoteuthis rozpędzają się pod wodą i kiedy osiągną prędkość około 80 kilometrów na godzinę, wyskakują w powietrze i przelatują odległość około 40 metrów, osiągając wysokość niemal dwóch metrów nad wodą. Tę zdumiewającą szybkość uzyskują, płynąc na zasadzie odrzutu; lecą tyłem, ponieważ - jak u wszystkich głowonogów - ich syfony (wodne dysze) znajdują się tuż przy głowach.

Cytat pochodzi z:
R. Dawkins: Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa. Warszawa 1998, s. 147.


Latająca ryba w locie.
Ilustracja pochodzi z:
http://www.moc.noaa.gov/mt/las/pink%20wing%20flyer%20flying.jpg