piątek, 14 marca 2008

Nie tylko boa potrafi udusić

Zabójcze drzewa z dżungli.

Historia figowców "dusicieli" warta jest opowiedzenia. Dno lasu równikowego to ciemne miejsce, cierpiące na brak światła słonecznego. Celem każdego rosnącego tu drzewa jest dostać się do otwartego nieba i słońca. Pnie drzew są dla liści jak windy, jak urządzenia umożliwiające wyniesienie baterii słonecznych - zielonych liści - z cienia innych drzew-rywali. Większość drzew skazana jest na śmierć już jako siewki. Tylko gdy dojrzałe drzewo w sąsiedztwie zwali się, pokonane przez porywy wiatru i czas, siewka zyskuje swoją szansę. W każdym miejscu lasu takie szczęśliwe zdarzenie może nastąpić zaledwie raz na sto lat. Wybucha wtedy prawdziwa pogoń za słońcem. Wszystkie rosnące tam siewki najróżniejszych gatunków roślin rozpoczynają szaleńczy wyścig, którego zwycięzca wypełni drogocenną lukę w sklepieniu lasu.
Figowce "dusiciele" odkryły niemal okrutną drogę na skróty ogrodu (ryc. 10.3). Zamiast czekać, aż któreś z drzew umrze, same doprowadzają do takiego wydarzenia. Figowiec "dusiciel" rozpoczyna żywot jako alpinista. Owija się wokół drzewa innego gatunku i rośnie jak powój czy pnąca róża. W przeciwieństwie do powoju jednak wąsy czepne takiego figowca stają się z czasem coraz grubsze i silniejsze. Bezlitośnie wzmacniają swój uścisk wokół nieszczęsnego drzewa żywiciela, uniemożliwiając mu rośnięcie i powodując w końcu rodzaj botanicznego zaduszenia na śmierć. W tym czasie figowiec osiąga już odpowiednią wysokość, by bez trudu wygrać wyścig o plamę słońca zwolnioną przez unicestwione drzewo.

Cytat pochodzi z:
R. Dawkins: Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa. Warszawa 1998, s. 350-351.


Zdjęcie figowca dusiciela.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Teksty interesujące i zdjęcia świetne ale do takich książek trzeba mieć cierpliwość, bo opisy przyrody na dłuższą metę są męczące zazwyczaj... Książka taka typu Arkadego Fiedlera